Perfekcyjna praca nóg
Tu, w tej wielkiej kaszcie pierwszej ligi wzornictwa, realizują – na zlecenie i we współpracy z Martinem Bergmanem, Gernotem Bohmannem i Haraldem Gründlem w stajni „słonecznego konia” EOOS - zlecenia składane przez największe firmy z całego świata.Jak na obrazku. Z chwilą przekroczenia progu pracowni trójki projektantów EOOS w wiedeńskim śródmieściu wchodzisz do królestwa ich wzornictwa: szklane ściany, biurka, deski kreślarskie, prototypy, fotografie, szkice, modele i wiele, wiele więcej, a wszystko to chciałoby się dokładnie obejrzeć w największym spokoju. Wewnątrz skupieni nad pracą ludzie. Jest ich razem 15 osób. Tu, w tej wielkiej kaszcie pierwszej ligi wzornictwa, realizują – na zlecenie i we współpracy z Martinem Bergmanem, Gernotem Bohmannem i Haraldem Gründlem w stajni "słonecznego konia" EOOS - zlecenia składane przez największe firmy z całego świata. Obecnie szukają pomysłów i projektują m. in. dla Bene, Alessi, Zumtobel Staff i Duravit.
W jednym z rozświetlonych pokojów roboczych stoi na stole coś, co swoją estetyką przypomina lotnika, takiego, jakim chciał go widzieć Howard Hughes. Mogłaby to być rzeźba, hołd dla dzieła wypolerowanego do połysku, możliwego do osiągnięcia tylko w produkcji przemysłowej, jak to było niegdyś, w czasach Raymonda Loewy. Przypuszczalnie projektanci z EOOS nie chcieli w ogóle o tym słyszeć, albowiem w przypadku nogi do ich stołu konferencyjnego "Filo", nad którym zespół EOOS pracował dla Bene dobre trzy lata, chodzi przede wszystkim o jedno: "O spokój. O oddech. O dyskrecję" - jak to mówi Martin Bergmann, który przy okazji zauważa, że "w przypadku stołu, tablicy, wszystko jedno, czy chodzi o wesele, czy o naradę biznesową, zawsze na pierwszym planie stoją ludzie, komunikacja między nimi. W zasadzie stół powinien ‘nie istnieć’. My postrzegamy stół jako narzędzie".
Ta wypowiedź szybko wyjaśnia, co ludzie z EOOS myślą na temat narad i komunikacji a ich najnowsze dzieło staje się natychmiast zrozumiałe jako logiczna kontynuacja krzesła konferencyjnego "Filo", zaprojektowanego przed laty dla amerykańskiego producenta Kailhauera, które można by określić jako bliskiego krewnego nowego stołu.
Bergmann wyjaśnia, że w ramach swojej pracy w stylu "poetyckiej analizy" twórcy skupiają się – wyobrażając sobie sytuację konferencji – przede wszystkim na pojęciu "koncentracja". A propos koncentracji, źródłem inspiracji dla fotela był łucznik. "Napięcie, elastyczność materiału i wymowność" – tak można by nazwać pocałunek muz, jaki otrzymał zespół EOOS.
Na pytanie, jakim cudem mebel, który musi spełniać wszelkie wymogi high-tech i IT biurowego świata, może promieniować takim spokojem, można odpowiedzieć dopiero po ponownym przyjrzeniu się mu. Na pierwszy rzut oka widzimy płaszczyznę, która uspokaja, natomiast wszystko inne jakby przeszkadzało. Blat opiera się na ciekawie zaprojektowanej nodze, na czymś, co Bergmann nazywa porożem. Stół o długości 4,8 metra, który można dowolnie zestawiać i przedłużać, spoczywa w sumie tylko na trzech nogach. Każda z nich rozgałęzia się pod blatem na cztery aluminiowe konary, podtrzymujące całą powierzchnię. "Tu jest ukryta statyka. Poza tym to poroże funkcjonuje również jako łącznik zestawionych stołów" – wyjaśnia Bergmann.
Po dokładniejszych oględzinach spodu zauważamy następny poziom inteligencji "Filo". Dzięki zatrzaskom do każdego siedzenia można podłączyć panele medialne, dowolnie skonfigurowane według życzenia klienta. Ale, jeśli ktoś zajrzy jeszcze głębiej, dostrzeże pewien rodzaj tuby, którą Bergmann nazywa lejem. A chodzi tu o tkaną siatkę, w której przebiegają kable, prowadzone elegancko na podłogę właśnie przez tę tubę. Dzięki tekstylnej powierzchni konstrukcja ta pozwala na zachowanie elastyczności również jeśli chodzi o możliwości podłączenia sprzętu. "To daje promień o długości pół metra wokół nogi" – zauważa projektant.
Na zakończenie wizyty w EOOS okazuje się, że projekt stołu "Filo" potwierdza to, co Bergmann obiecywał na początku. Przedmiot okazuje się być fascynującym i spokojnym meblem, można z całą pewnością założyć, że znajdzie swoje zastosowanie również w pracowni EOOS, albowiem w swojej pracy trzej projektanci niczego nie cenią bardziej niż spotkania ze zleceniodawcami przy "wspólnym" stole. O tym, że "projektowanie nigdy nie jest jednostkową usługą", wszyscy w EOOS są głęboko przekonani. "Jeśli komunikacja ze zleceniodawcą przebiega dobrze, to produkt tworzy się niejako automatycznie" – tego Bergmann jest pewien i opowiada, jak wielce ceni sobie on sam i jego koledzy współpracę z ludźmi o silnej osobowości, z którymi szybko dochodzi się do porozumienia. "Ostatecznie, naszym zdaniem, przy wszystkich projektach chodzi o wymianę myśli i wzajemne poszanowanie" – tak projektant wyraża się o współpracy z partnerami z bardzo różnych branż. I podobnie jak w przypadku Filo, na pierwszym planie stoi koncentracja, ponieważ "dżokeje na słonecznym koniu" współpracują z niewieloma firmami, ale za to bardzo intensywnie.
Michael Hausenblas




